Author picture
EWA tylec
EWA tylec

Podróżowanie nie jest kwestią pieniędzy, tylko odwagi. Paulo Coelho

Barcelona – dyskusje o twórcach pod wpływem

Barcelona – dyskusje o twórcach pod wpływem

Baza wypadowa

Mówiąc o samej podróży – zacznijmy po kolei od bazy wypadowej (Capri Hotel). Tym razem mogę z czystym sumieniem polecić miejsce noclegowe – świetny stosunek jakości do ceny. Przy rezerwacji z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem była to jedna z najtańszych opcji, które braliśmy pod uwagę po researchu. O ile opis hotelu na Booking był na prawdę słaby, to na miejscu zostaliśmy mega pozytywnie zaskoczeni. W tym miejscu zwrócę jeszcze Twoją uwagę na to, żeby zawsze porównywać cenę rezerwacji na Booking i bezpośrednio w hotelu – można na prawdę sporo zaoszczędzić! Wracając, mimo średniego opisu, po przyjeździe zastaliśmy takie udogodnienia jak siłownia, Kids Club, czy bezpłatna pralnia. Mieliśmy do dyspozycji dwa połączone pokoje, więc nawet z wstawionym wózkiem i łóżeczkiem wciąż było dużo miejsca (a początkowo się o to martwiliśmy). Ogromnym plusem, którego nie byliśmy do końca świadomi, była lokalizacja hotelu. Szukając nocelgu zwracaliśmy uwagę głównie na odległość od metra, którym musieliśmy się przemieścić z lotniska. Okazało się, że poza dojazdem do miasta i odwiedzeniem dosłownie kilku punktów podróży (fontanny, park z labiryntem z żywopłotu) kompletnie nie było sensu z niego korzystać. Wszędzie było na tyle blisko, że dotarcie do miejsca docelowego było przyjemnym spacerem. Codziennie bywaliśmy w najbardziej klimatycznym parku w Barcelonie – de La Ciutadella. Skorzystaliśmy z okazji i odwiedziliśmy znajdujące się w parku ZOO – chyba najprzyjemniejszy ogród zoologiczny w jakim w życiu byłam. Sama miałam radochę jak dziecko. Zwierzęta wyglądały na bardzo zadbane (co nie jest oczywiste w tego typu miejscach), ich wybiegi zorganizowane bardzo estetycznie i przestrzennie. Sam teren ogrodu nie pozostawiał wiele do życzenia – było na prawdę pięknie. Kończąc temat bazy noclegowej nie mogę pominąć ogromnej zalety tej lokalizacji – tuż obok hotelu był dobrze zaopatrzony Lidl, co mega pomogło w podróży z dziećmi.

 

CO WARTO ZOBACZYĆ?

Bez wielkiego rozpisywania, wymienię teraz co (chronologicznie) zobaczyliśmy w Barcelonie i co polecam odwiedzić też Tobie:

  • park de La Ciutadella, 
  • Łuk Triumfalny, 
  • dzielnicę gotycką, 
  • La Rambla, 
  • port (po drodze pomnik Kolumba), 
  • Sagrada Familia, domy zaprojektowane przez Gaudiego (casa, Batllo, Mila i Vicens), 
  • Magiczne Fontanny, 
  • Park Guell, 
  • Park del Laberint d’Horta (bardzo polecamy!),
  • plażę.

W zakładce Do pobrania znajdziesz bucket list z mapką z najważniejszymi punktami, które naszym zdaniem warto odwiedzić będąc w Barcelonie. 

Mówiąc o atrakcjach muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem ilości zieleni, parków i placów zabaw w Barcelonie. Widać jak na dłoni, że dla mieszkańców jest to bardzo ważny aspekt – na parkach i placach o każdej porze toczy się życie. Ogrom dzieci na placach zabaw, porozkładane koce, lunch jedzony na trawie – być i trwać, najlepiej razem i jak najwolniej. Wiele miejsc, które odwiedziliśmy było po prostu pięknymi miejscami spacerowymi, a długie wędrówki były okazją do rozległych dyskusji.

Spacerując po Barcelonie, wiele godzin rozmawialiśmy o artystach szeroko pojętych – o tym ilu z nich nadużywa (czy też nadużywało) środków psychoaktywnych (alkoholu, narkotyków). Zastanawialiśmy się, czy da się tworzyć abstrakcyjnie i/lub być pionierem w swojej dziedzinie nie będąc pod wpływem. Dyskusja zeszła również na zdobywanie sławy w środowisku artystycznym, uznanie przez szersze grono za życia i po śmierci (oraz zarabianie na tym). Punktem wyjścia do całych tych dywagacji był Gaudi (kataloński architekt i inżynier secesyjny słynący z wyjątkowych projektów, twórca świątyni pokutnej Sagrada Familia w Barcelonie). Brzmi poważnie, ale same rozmowy najczęściej kończyły się w mocno żartobliwym tonie. 

Idąc dalej, Sagrada Familia – moje wyobrażenie o tych domach było zupełnie inne. Spodziewałam się wolnostojących budynków (coś jak w parku Guell), a na miejscu moim oczom ukazała się ciągła zabudowa. Co więcej, jeden z domów jest normalnie zamieszkały! Nie wiem dlaczego, ale wyobrażałam je sobie jako samodzielne, niefunkcjonalne atrakcje. Ogromne zainteresowanie i tłum turystów zniechęcały jednak do dłuższego postoju, przynajmniej mnie. Najbardziej zaciekawił mnie Casa Batllo – niestety z wózkiem nie byliśmy w stanie zobaczyć wnętrza, może kiedyś 🙂 Z kolei najmniejsze zainteresowanie tłumu budzi Casa Vicens, który jednocześnie jest inny niż wszystkie pozostałe dzieła Gaudiego. 

Przy okazji spaceru na La Ramblę i Barri Gotic mijaliśmy Plac Kataloński oraz Katedrę, ale szczerze zupełnie nie zwróciły one mojej uwagi (chyba nie mam nawet żadnego zdjęcia). Sama aleja to swego rodzaju barcelońskie Krupówki – tłum ludzi i ogrom tanich bibelotów i podrób. Najbardziej przytłaczająca była dla mnie skala problemu. Dla mnie osobiście to spory problem, kiedy spacerując po głównych atrakcjach jednego z najpopularniejszych europejskich miast muszę omijać bibeloty swobodnie rozłożone na dużych prześcieradłach na środku chodników i alei. To samo zjawisko niestety mocno rzuciło mi się w oczy w parku Guell i przy Magicznych Fontannach. 

A propos Magicznych Fontann, byliśmy tam niestety za dnia i nie widzieliśmy pokazu (nad czym ubolewam), ale na nocną wycieczkę zabrakło sił, m.in. ze względu na maluchy. Opis w Internecie szczerze mówiąc nie zachęcał, sugerując tłum i słabą widoczność samego pokazu. Może kiedyś 🙂 Mówiąc o Fontannach muszę wspomnieć jeszcze o „logistyce wózkowej”. Można podejść z wózkiem od frontu do pewnego momentu, po czym możliwości się kończą. Jeśli chcemy wejść na górę i zobaczyć panoramę miasta trzeba wybrać okrężną drogę od tyłu (zdecydowanie nie jest ona krótka)… wracając zdecydowaliśmy się znieść wózek krótszą drogą.

Atrakcją, która zrobiła na mnie niewątpliwie największe wrażeniem, był park z labiryntem. Sam park jest przeuroczy i ogromnie zachęcam do odwiedzenia. Ma jednak jeden istotny minus – sporo schodków i brak dostosowania do wózka. Trzeba liczyć się z wnoszeniem wehikułu w wielu miejscach, ale moim zdaniem absolutnie warto. 

Ostatnią z atrakcji o której wspomnę, jest stadion Camp Nou. Konieczny punkt wycieczki dla wszystkich fanów piłki nożnej. Mąż, jako fan FC Barcelony, miał przyjemność być na meczu z Realem Madryt (kompletny spontan swoją drogą). Ja w tym czasie co prawda zostałam z dziećmi w hotelu, ale i nie ubolewałam szczególnie 🙂 Opinią z oczywistych względów się nie podzielę, ale zostawiam zdjęcie!

 

Czy mogliśmy wykorzystać ten tydzień bardziej? Możliwe. Zobaczyć więcej? Pewnie tak. Czy żałujemy? Ani trochę. Dla nas było idealnie. 

A ty masz już swoje wspomnienia z Barcelony?