Author picture
EWA tylec
EWA tylec

Podróżowanie nie jest kwestią pieniędzy, tylko odwagi. Paulo Coelho

Barcelona – podróż z dziećmi

Barcelona – podróż z dziećmi

To dopiero była przygoda. Piszę na świeżo, dopóki wszystko jest żywe w głowie. Odtwarzanie minionych wyjazdów to okazja do wspomnień, ale nie generuje już tej satysfakcji z pisania.

Barcelona to temat… złożony.  Mocno zastanawiałam się jak to ugryźć. Postanowiłam, że w tym wpisie skupię się na organizacji – ta podróż zdecydowanie była pod szyldem „wyjazd z dziećmi”. Temat atrakcji zostawię sobie na osobny wpis. 

To od początku. Cała historia zaczyna się latem, gdy byłam jeszcze w 6 miesiącu ciąży. Lekką ręką kupiliśmy bilety lotnicze na dwie podróże w przyszłym roku kalendarzowym. Najmłodszy kawaler nadal w brzuszku, a my już snujemy tak odważne plany. Później śmialiśmy się sami z siebie (jeszcze) – co nas pokusiło żeby kupować bilety na wyjazd z kilkumiesięcznym dzieckiem? Spodziewaliśmy się, że urodzi się ok. miesiąc wcześniej, więc miał być trochę starszy na każdej z podróży. O ile uznać to za argument. Pewnie myślisz sobie, kto jedzie z tak małym dzieckiem za granicę? A no my! A dlaczego nie? Co za różnica czy nad polskie morze, czy do Barcelony? I tu i tu mogą się wydarzyć rzeczy, na które trzeba być przygotowanym. 

Zawahanie przyszło kilka tygodni przed wylotem. Lecimy na tydzień do Barcelony z dwulatką i 3-miesięcznym maluchem. Śmiech w tej sytuacji był chyba reakcją stresową. Najbardziej drżałam o pogodę (kto czytał post o podróży na Cypr, ten wie o co chodzi) – jak zająć czas maluchom w deszczowy dzień i uniknąć rodzicielskiej traumy? [na szczęście pogoda dopisała i moje obawy były nieuzasadnione] Mąż z kolei był przerażony chyba wszystkim czym się da – widziałam, że gdyby mógł to by to odkręcił bez chwili zawahania. 

Im bliżej wyjazdu, tym robiło się poważniej. Coraz więcej pytań, potencjalnych kryzysów i problemów do rozwiązania. Zła organizacja może taki wyjazd zamienić w istne piekło… Z kolei dobra organizacja to klucz do udanych podróży z małymi ludźmi. I tak jak pisałam wyżej, tyczy się to w takim samym stopniu wyjazdów w kraju, jak i zagranicznych podróży. Na wyjeździe trzeba być o krok przed dziećmi.

 

Na jakie potencjalne kryzysy musieliśmy się przygotować?

  • Co jeśli będzie padać? Co będziemy z nimi robić przez cały dzień w pokoju hotelowym? Jakie atrakcje mamy blisko, żeby nie moknąć?
  • Jaką lokalizację hotelu wybrać? Ten aspekt zawsze warnukujemy środkiem transportu, który wybieramy oraz tym co chcemy zobaczyć (przed wyborem noclegu tworzymy bazę atrakcji, które nas interesują).
  • Jakie środki transportu dla dzieci zabieramy?
  • Ile bagażu zabrać, żeby transfer lotnisko – hotel – lotnisko nas nie wyczerpał?
  • Gdzie są najbliższe dobrze zaopatrzone sklepy?
  • Jak maluchy zniosą lot? Co możemy zrobić, żeby sobie ten trudny etap ułatwić?
  • Dylematy świeżych mam.
 

Co jeśli będzie padać?

Na to pytanie prognoza pogody odpowiedziała za nas. Na szczęście z dużym prawdopodobieństwem miało obyć się bez dramatów atmosferycznych, więc nie braliśmy tego problemu realnie pod uwagę 🙂

Jakie środki transportu dla dzieci zabieramy?

I tutaj już była prawdziwa burza pytań, pomysłów i przemyśleń. Ile mały wytrzyma w chuście? Co jeśli starsza będzie chciała spać? Czy dwa wózki będą praktyczne do poruszania się po mieście? Co jeśli oboje będą chcieli na ręce? I wieeele innych… Na czym stanęło? Wzięliśmy gondolę, z której o dziwo korzystali oboje. Wzięliśmy chustę, która również była wykorzystywana wymiennie. Dodatkowo dla starszej zabraliśmy hulajnogę/rowerek biegowy Scootandride (który bardzo polecamy). Super spontanicznym patentem okazał się pasek męża do prowadzenia powyższej maszyny 🙂 Uważam że to było idealne połączenie i zaspokajało przeróżne scenariusze i potrzeby obojga. Myślę, że poręczna spacerówka zamiast Scootandride też byłaby ok.

Ile bagażu zabrać, żeby transfer lotnisko – hotel – lotnisko nas nie wyczerpał?

Zdecydowaliśmy się na całą ekipę wykupić jeden bagaż rejestrowany, bagaże podręczne i wózek. Teoretycznie było ok, poza niektórymi miejscami, które nie były dostosowane do wózka i jego wnoszenie było kłopotliwe. Wózek, dwulatka i powrót po samotnie czekającą na stacji walizkę spowodowało, że metro wspominam ogólnie źle. Braliśmy pod uwagę wypożyczenie sprzętu niemowlęcego na miejscu. Wypożyczalni w Barcelonie jest bardzo dużo, ale jednocześnie jest to zupełnie nieopłacalne. Pod kątem finansowym dużo taniej wyjdzie zapłacenie za dodatkowy bagaż, niż skorzystanie z opcji wypożyczenia na miejscu. Kwestia komfortu podróży z dodatkowym bagażem to już inny temat. 

Zastanawialiśmy się jeszcze, czy brać laktator. Tydzień przed wylotem synek spał po 7 godzin na nocy i musiałam korzystać ze wsparcia tego urządzenia. Zabrałam… ale nie dane było mi długo cieszyć się cudownymi nockami 🙂 Ba, po powrocie zaczęły się najgorsze nocki od urodzenia! Chętnie przyjmę rady jak to ogarnąć??

Z tematem bagażu wiążą się również wątpliwości dotyczące kosztu. Co jeśli będziemy chcieli wziąć dwa wózki? Czy będzie nam potrzebny fotelik a jeśli tak, czy za jego przewóz trzeba będzie zapłacić? Problem szybko się rozwiązał. Również w tanich liniach lotniczych, nawet dziecku powyżej dwóch lat, przysługuje bezpłatnie możliwość przewozu wózka. W razie potrzeby moglibyśmy wziąć i wózek i fotelik bezpłatnie, na „konto” oby maluchów. 

Świetny tip sprzedali nam młodzi rodzice lecący do Malagi, wyposażeni w ten sam zestaw (wózek i Scootandride). Trytytki! Nadając wózek do luku bagażowego na płycie spinaliśmy hulajnogę z wózkiem. Nie musieliśmy się nią przejmować w samolocie, a do ostatniego momentu była z nami.

Ostatnie, ale jakże istotne pytanie – jak zapakować dwie osoby dorosłe i dwójkę dzieci do jednego bagażu rejestrowanego? Kwietniowa pogoda nie pomagała – mimo że nie groził nam deszcz, to miało być dość wietrznie. Musieliśmy więc przygotować się zarówno na zimniejsze jak i cieplejsze momenty. Kluczem w tym aspekcie jest pakowanie gotowych setów ubrań, które można łatwo modyfikować oraz postawienie na ubiór „na cebulkę”. Warto maksymalnie ograniczyć ilość ciepłych ubrań (są grubsze, zajmują najwięcej miejsca) i wybrać te najbardziej uniwersalne. Na szczęście ze względu na termin podróży (kwiecień) i pogodę w Polsce ciepłe ubrania mogliśmy założyć na siebie. Żeby zaoszczędzić miejsce, kosmetyki przelaliśmy do małych opakowań. Pampersów zabraliśmy wystarczająco na dwa dni i od razu zlokalizowaliśmy najbliższy dobrze zaopatrzony sklep 🙂 Tuż obok miejsca noclegowego był Lidl, więc nie mieliśmy się czym martwić.

Jak maluchy zniosą lot? Co możemy zrobić, żeby sobie ten trudny etap ułatwić?

O ile w przypadku 3-miesięcznego malucha nie mamy większego wpływu na to jak zniesie lot (takie dziecko nie potrzebuje nic poza piersią), to 2-latek daje już niezłe pole do popisu). Myślę, że niczym odkrywczym w tym temacie się z wami nie podzielę. Z czasoumilaczy postawiliśmy na wielorazowe naklejki, wielorazowe kolorowanki wodne, zdrapywanki, puzzle magnetyczne, książeczki, coś do rysowania – ważne, żeby „atrakcje” były lekkie i zajmowały niewiele miejsca. Klucz to element zaskoczenia i możliwość zaciekawienia dziecka w chwili kryzysu (nie ważne czy dziecka, czy rodzica :P)

Dylematy młodych mam.

Przy okazji dylematów świeżych mam („świeżych” w sensie czasu od porodu, nie mam pierwszego dziecka), chciałabym poruszyć dwa tematy – garderoby i (nieco mniej oczywiste) kawy!

Osobiście stawiam na kawę bezkofeinową, piję ją nawet wieczorem i nie wyobrażam sobie nie mieć tej możliwości. Akurat w naszym hotelu była dostępna kawa bezkofeinowa (ale nie jest to standard), udało mi się ją znaleźć w kilku Starbucksach na mieście (było ich na prawdę niewiele, sporo na moment naszego pobytu było w trakcie budowy), ale z tej zabranej przeze mnie też codziennie korzystałam.

Dlaczego wspominam garderobę? Mama musi być stale „dostępna” i na prawdę warto wziąć to pod uwagę, zwłaszcza przy pierwszych wakacjach z maluchem. Jeśli do tej pory na wyjazdach królowały sukienki to niestety, ale trzeba się z nimi pożegnać – też tęsknię!

O co jeszcze zadbać przed wspólnym wyjazdem? Uważam, że żeby dobrze przygotować się do wyjazdu z maluchami warto przeanalizować tryb dnia – czynności i rzeczy powtarzalne. Dobrze zastanowić się jak to że czegoś nie możemy (lub nie chcemy zabierać) wpłynie na rutyny dnia codziennego, np. kąpiel czy posiłki. Każdy rodzic najlepiej wie, gdzie w przypadku jego dziecka może pojawić się problem. Opracowanie rozwiązań w domu sprawi, że większość wątpliwości i lęku przed podróżą po prostu zniknie 🙂

Przede wszystkim luz, zapas czasu i pozytywny mindset. Dzięki temu to był cudowny wyjazd! Ja zrobiłam ogromne przygotowanie w głowie, stąd nie rozumiałam paniki męża. On po prostu na tamten moment zupełnie inaczej to widział 😛 Na szczęście szybko zaraził się moim myśleniem i było super! 

Wyciągnęłam też troszkę wniosków z wyjazdu na Cypr. Tutaj nigdzie nie chciałam się spieszyć. Zaznaczyliśmy jak zawsze co chcemy zobaczyć, ale to był plan na 3 intensywne dni a my mieliśmy ich 7, dzięki czemu był pełen luz. Z dnia na dzień decydowaliśmy co dalej. Dostosowywaliśmy się w 100% do dzieciaków, bez pośpiechu, bez nerwów. Dotarcie do „atrakcji” było spacerem, stanowiło przyjemność samą w sobie. Nie było, „nie zdążymy.”. Po prostu idziemy na spacer, rozmawiamy, cieszymy się wspólnym czasem. Jak trzeba przebrać – przebieramy. Jak trzeba nakarmić – karmimy. Jest po drodze plac zabaw – stajemy. Mamy jakąś potrzebę spożywczą – realizujemy ją. Droga stała się celem i sensem. Z takim myśleniem nie było presji, pretensji, rozczarowania. Idealny mindset na podróże z maluszkami, jeśli chcemy naprawdę odpocząć i się cieszyć, zamiast denerwować, odhaczać, traumatyzować, a na końcu wrócić i chcieć zapomnieć 🙂

Zobaczymy co z tego wyjdzie na kolejnym wyjeździe… Fajnie zachować ten luz w głowie i podejście, ale następna podróż jest z rodzaju tych mocno zaplanowanych, z dopiętym grafikiem i dużą intensywnością oraz w jeszcze większym składzie 🙂 Trzymajcie kciuki! I wyczekujcie wpisu z Sycylii