Author picture
EWA tylec
EWA tylec

Podróżowanie nie jest kwestią pieniędzy, tylko odwagi. Paulo Coelho

Sri Lanka – życiowy test i skarby Cejlonu

Sri Lanka – życiowy test i skarby Cejlonu

Tytuł może trochę mocny, ale w pewnym sensie w pełni trafiony. Ten wyjazd w założeniu miał dać odpowiedź na wiele pytań, był krokiem w podjęciu ważnych życiowych decyzji. Był świetny, na prawdę! Wynik testu pozytywny, konsekwencje podjętych decyzji też 🙂

Był przełom lutego i marca 2020, sam początek pandemii Covid-19. Epidemii praktycznie nie odczuliśmy poza lotniskiem, gdzie wymagane były maseczki – nie było jeszcze żadnych ograniczeń, zaleceń, zakazów itd. Wracając po 15 dniach podróży do Polski zupełnie nie spodziewaliśmy się, że za 3 dni zapadnie decyzja o zamknięciu szkół i wprowadzeniu kwarantanny. Kontrast między Sri Lanką, gdzie prawie w ogóle nie było zachorowań a Polską, gdzie rozpoczynała się ogólnonarodowa panika był ogromny! Ale wracając do rzeczy przyjemniejszych…

Podróż na Sri Lankę to był mój pierwszy tak daleki kierunek, w związku z czym towarzyszyła mi ogromna ekscytacja. Bilety lotnicze kupowaliśmy kilka miesięcy wcześniej (w listopadzie) za ok. 2000 zł. Lot był bezpośredni, co ogromnie podniosło komfort podróży. Różnica czasu między Polską a Sri Lanką to teoretycznie tylko 3,5 h. Intensywność i kolejność zwiedzania sprawiły, że jet lag nas ominął 🙂

Lądowaliśmy w Kolombo, a zwiedzanie rozpoczęliśmy od północnej części wyspy. Na rożnych blogach czytaliśmy, że powszechnie wybierany jest kierunek odwrotny (z południa na północ), ale my zdecydowanie na koniec chcieliśmy odpoczywać na plaży. Na pierwsze 3 lub 4 dni mieliśmy wynajęte auto z kierowcą, co było z perspektywy czasu bardzo trafioną decyzją. Inny sposób przemieszczania się po tamtych odległościach zdezorganizowałby trasę i zabrał ogrom czasu, którego w północnym rejonie nie chcieliśmy przeznaczać.  Wynajem samochodu ogarnialiśmy mailowo na kilka tygodni przed wylotem. Kontakty wyszukiwaliśmy na forach i grupach. W korespondencji opisywaliśmy dokładnie kiedy i gdzie lądujemy, co którego dnia i w jakiej kolejności chcemy zwiedzać, gdzie mamy pierwszą bazę noclegową oraz gdzie chcieliśmy zakończyć wspólną podróż. Oferty cenowe były bardzo różne, ale finanse nie były czynnikiem decydującym. Zwracaliśmy dużą uwagę na jakość kontaktu i elastyczność kierowcy. Niektórzy chcieli mocno ingerować w nasz plan wciskając (dosłownie) atrakcje, które nic nie wniosłyby do naszej podróży, a dla nich wiązałyby się prawdopodobnie z dodatkowym zyskiem. Bardzo zachęcam pilnować obranej trasy, jeśli szanujecie swój czas i pieniądze. Jasne, zdarza się (zwłaszcza w Europie), że kierowca zawiezie w piękne miejsca i pokaże perełki, o których nowicjuszowi nie dane jest wiedzieć. W tym przypadku cel działań wydawał się jednak zupełnie inny, dlatego polecam zdać się na siebie, żeby uniknąć rozczarowania. My na początku ulegliśmy i zaczęliśmy od Anuradhapury – ruin pierwszej stolicy kraju, której w naszych planach nie było – żałowaliśmy. Szybko wyciągnęliśmy lekcję i do końca pilnując tylko i wyłącznie swojego harmonogramu.

Dla sprostowania – to nie tak, że zawsze trzeba podróżować z planem i nie wolno go modyfikować. W żadnym wypadku! Jestem (zawodowo i prywatnie zresztą) wielką fanką elastyczności, o ile modyfikacji dokonujemy w zgodzie ze swoimi oczekiwaniami. Planowanie podróży (lub jego brak) to owoc przede wszystkim charakteru i czasu, który możemy na tę podróż przeznaczyć. Szczerze marzę o taki wyjeździe bez celu i planu. Kilka tygodni, pełny luz i eksplorowanie zakątków, których próżno szukać w poradnikach w Internecie. Niestety na ten moment nie ma w naszym życiu przestrzeni na takie podróże. Z tego powodu Sri Lanka była dokładnie zaplanowana – chcieliśmy wyciągnąć co się da!

Wracając do Sri Lanki – z lotniska prosto w zwiedzanie. Pierwsza baza noclegowa była w Polonnaruwie, zabytkowym mieście będącym drugą stolicą kraju. Jestem mało „historycznym” podróżnikiem, ale to miejsce na prawdę zrobiło na mnie wrażenie. Spędziliśmy tam cały dzień, zwiedzając zabytki na wypożyczonych rowerach.

Z Polonnaruwy wyruszyliśmy na Sigiriya. Zdecydowaliśmy wejść na skałę, ale jest też opcja oglądania jej z tarasu widokowego. Ta wyprawa to dla mnie TRAUMA i DUMA. Pierwszy raz miałam wątpliwą przyjemność skonfrontować się z moim lękiem wysokości i doświadczyć ataku paniki. Nie zawróciłam – przystanęłam pod ścianą, uspokoiłam tętno, oddech i myśli, odzyskałam kontrolę nad nogami. Zamiast koncentrować się na tym, że blokuję przejście i jaką porażką będzie teraz zrezygnować, pozwoliłam ciału wrócić do równowagi. Nie ukrywam, że pomógł mi w tym lankijczyk, który obserwował całe zajście. Ostatecznie, z ogromnym wysiłkiem umysłowym, weszłam na górę! I polecam, zwłaszcza w godzinach porannych, kiedy upał nie jest jeszcze tak uciążliwy. Krajobrazy zapierały dech. 

Ostatniego dnia w tym rejonie odwiedziliśmy Avukana Buddha Statuemiasto Świątynnego Kompleksu-Dambulla. Obie atrakcje mi się podobały, ale powoli miałam już przesyt posągów Buddy. Niestety (lub stety dla mnie i mojego zdrowia psychicznego) nie zdążyliśmy na Ambuluwawa Tower – mamy jedynie zdjęcia panoramy w pobliżu, ale zachęcam do sprawdzenia i odwiedzenia! 

Następnego dnia wyruszyliśmy w centralną część wyspy do Kandy, gdzie chcieliśmy zobaczyć Świątynię Zęba Buddy i Królewskie Ogrody Botaniczne. Uwielbiam przyrodę, szczególnie drzewa, a te w Ogrodach nie zawiodły! Samo Kandy było tylko przystankiem na potrzeby jednej z piękniejszych tras pociągowych – Kandy-Ella. Pociąg osiąga maksymalnie 30 km/h, a sama trasa to 7 godzin przepięknych widoków na pola herbaciane, z których słynie Cejlon. Na końcu tej przejażdżki czekała na nas kolejna baza noclegowa – Ella. Urocze miasteczko w górach otoczone wodospadami. Gdybym miała wybierać jedną lokalizację na pobyt na Sri Lance, byłaby to właśnie Ella. Klimat tego miasteczka jest niepowtarzalny, Do tego świetne knajpki i przepyszne jedzenie – zdecydowanie najlepsze na całej wyspie. Najbliższa okolica obejmuje najpiękniejsze atrakcje wyspy. Podczas pobytu w Ella zobaczyliśmy kilka wodospadów, w tym Baker’s Falls, Ravana Falls, czy Diyaluma Falls (z dołu jak i z góry). Ciężko mi wskazać ulubiony. Poza wodospadami w okolicy warto odwiedzić Nine Arche Bridge, fabryki herbat oraz pola herbaciane z pięknymi widokami np. Lipton’s Seat, czy Little Adam’s Peak. Z naszego planu wycięliśmy Duży szczyt Adama, który jest pięknym miejscem widokowym, szczególnie o wschodzie. Jeśli udało Ci się odwiedzić to miejsce, koniecznie podziel się wrażeniami!

W drodze do południowej bazy noclegowej – Unawatuna – mieliśmy przerwę na Safari po Udawalawe National Park. To było pierwsze moje tego typu doświadczenie i wspominam je bardzo dobrze – dla mnie taki kontakt z naturą to czysta dziecięca radość. Mam nadzieję, że w przyszłości będę mieć okazję wybrać się na Safari w Afryce. Mówiąc o Safari warto wspomnieć, że niestety nigdy nie mamy pewności, czy podczas wycieczki spotkamy zwierzęta, dlatego warto wybrać doświadczonego przewodnika, który zwiększy nasze szanse. 

Dotarliśmy na południe wyspy, gdzie poza zabytkowym miastem Galle, w planie mieliśmy głównie plaże i odpoczynek. Biorąc pod uwagę intensywność zwiedzania i ilość pokonywanych przez poprzednie dni kilometrów, odpoczynek był bardzo wskazany. Plaże na południu wyspy są pięknie i bardzo różnorodne, warto wspomnieć o Tangalle Beach, Hiriketiya Beach, Dalawella Beach, Mirissa Beach, Matara. Nasz ostatni hotel, Thaproban Beach Houseznajdował się na Unawatuna Beach. Mieliśmy pokój z tarasem na samej plaży, Po południu rozkładała się restauracja i stoły z owocami morza. Cała plaża funkcjonowała w ten sam sposób – z rana miejsce słonecznych i wodnych kąpieli, po południu romantycznych kolacji wśród szumu fal. 

Co więcej na miejscu okazało się, że rezerwując pobyt mogliśmy korzystać (w cenie) z basenów w droższej filii hotelu – Thaproban Pavilion Waves. Do dyspozycji było także świetne Spa, a transport między hotelami był darmowy. W pobliżu hotelu było kilka punktów organizujących nurkowanie – polecam, nawet dla amatora.

Oczywiście nie daliśmy rady tylko plażować, na południu urzekły mnie Galle i Coconut Tree Hill na Mirissa Beach. O ile Coconut Tree Hill jest miejscem z bajecznych widokówek, to Galle czaruje urokiem i różnorodnością. Okolice latarni morskiej w forcie niestety były remontowane, ale nie umniejszało to atrakcyjności tego miejsca. Czarujące uliczki, ogrom sklepików z rękodziełem i biżuterią, muzeum (darmowy wstęp), targ rybny i łodzie rybackie. 

Niech zdjęcia pokażą, czego nie opisałam 🙂